niedziela, 23 listopada 2014

"Czekam na przypadek. Czekam na przeznaczenie. Nie wiem, które z nich będzie pierwsze. Podejrzewam, że szczęście mnie raczej nie nawiedzi"

-Layla! Palisz się!- krzyknęła Alexandra.
-Co?Ja?- spojrzałam na swoje ciało. Dostrzegłam, że faktycznie stało w płomieniach. Następnie Percy swą mocą chwycił taflę wody. Próbował mnie nią obleć, lecz jednak ogień nie dawał cieczy najmniejszego pola manewru. Pomimo temperatury, którą wtedy osiągałam było mi delikatnie chłodno. Po chwili zauważyłam, jak dwójka uczniów z mojej klasy podbiegała do mnie. Wtem upadłam na szorstki piasek.
--------------------------------
-Halo? Halo? Żyjesz!- spytała jedna z moich koleżanek.
-Nie, umarłam i nawiedzam cię obecnie, jako duch!- wydarłam się na nią. Wciąż leżałam na plaży. Dziewczyna podała mi do  ręki tabletki i szklankę wody (ciekawe skąd to miała?!). Jednym ruchem wytrąciłam lekarstwa z prawej dłoni. Po namyśle wylałam na siebie zawartość naczynia.
-Od razu lepiej- powiedziałam i spojrzałam na znajomych, ich miny były stosunkowo dziwne. O ile można je tak nazwać.
-Okay? Chodź zaraz zacznie padać!- wykrzyczała druga koleżanka zbierając z piasku swoje rzeczy.
-Tak, więc szerokiej drogi do hotelu!- odpowiedziałam jej poprawiając włosy.
-Aha. Dobra.- wydarła się, już odbiegając ode mnie. Po chwili opuściła mnie druga koleżanka. Troszkę to dziwne, ale deszcz w L.A. padał coraz intensywniej. Wstałam, zabrałam torebkę i skierowałam się do pierwszej lepszej kawiarenki w celu schronienia się przed wodą. Mimo wszystko troszkę szkoda było mi moich nowych ubrań otrzymanych od bogini piękności. Kiedy deszcz przestał padać wyszłam z "Beach.... just beach". Średnio wiedziałam czy iść do hotelu, skierować się zwiedzać, czy może spacerować dalej po plaży. Po chwili wpadł mi do głowy pomysł, przecież to Los Angeles, może spotkam tu jakąś gwiazdę? Nie minęło 40 minut, a ja kręciłam się  w tą i z powrotem po Alei Gwiazd. Po drodze minęłam naprawdę dużo prestiżowych miejsc. Przez to pojęcie rozumiem studia nagraniowe, piękne wille i niezrównane widokiem skwery i place.
-Przepraszam, ty masz na imię Layla?- skierowała to pytanie kilkuletnia, uczesana w dwie kiteczki dziewczynka.
-Tak, a co się stało?- zwróciłam się do niej lekko uginając nogi, by móc lepiej słyszeć jej odpowiedź.
-A bo taki pan z brodą kazał mi przyprowadzić cię do tamtej rzeczki.- odpowiedziała zwracając swoją główkę w moją stronę. Następnie wskazała palcem niewielki strumyk. Pokiwałam głową w geście dziękowanie i skierowałam się tam szybkim krokiem. Spojrzałam w taflę wody. Zobaczyłam tam coś niesamowitego. Choć może nie jest to odpowiednie stwierdzenie. Zauważyłam tam ciało starca rozszarpanego przez jakieś zwierzę. Ku mojemu zdziwieniu krew zachowywała się jak w galerecie. Była widoczna jedynie w określonej przestrzeni. Po chwili namysłu wskoczyłam do wody. Przez moje ciało przeszła fala chłodu, nagle straciłam już sprzed oczu widok trupa. Byłam w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Naokoło widziałam jedynie kilka świec.
-Witamy w Hadesie. W czym mogę pomóc?- odezwała się pani z okienka, które dosłownie przed sekundą pojawiło się w pokoju.
- Proszę ustawić się w kolejce do przejazdu. Proszę bez całych rodzin! Przygotować drachmy!- wykrzyknęła inna pani wskazując ręką łódź i bardzo bladego przewoźnika. Spojrzałam na te trzy postacie bardzo dziwnie.
-Witaj!- odpowiedziały jednocześnie. Po chwili ukazała się gromada duchów, które w przepychu kierowały się w stronę łodzi. Nagle rozległ się huk i wszyscy padli na ziemię.
-------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Postaram się dodać kolejny w środę. Rozdział dedykowany Pauli

poniedziałek, 27 października 2014

WYZWANIE

UWAGA! UWAGA!

CZAS NA WYZWANIE BLOGERÓW!

Polega to na tym:
1. Osoba nominowana musi opublikować jakieś opowiadanie z przed 6 miesięcy lub dłużej (może być mało osobisty fragment pamiętnika lub tekst typowo szkolny)
2. Osoba nominowana tworzy zakładkę "POLECANE", w której umieszcza linki do blogów, które nominował oraz umieszcza tam blogi osoby, która ją nominowała.
3. Osoba nominowana odpowiada na 21 pytań zadanych przez blogerów, którzy ją nominowali.

TO WYZWANIE JEST TROSZKĘ ZWIĄZANE Z HALLOWEEN

Kiedy nominujesz pamiętaj o:
1. Spełnieniu warunków wypisanych wyżej.
2. O podaniu pytań osobom nominowanym.

Okey, ja wstawię opowiadanie jeszcze dziś, ale chciałabym przejść do pytań dla osób przeze mnie nominowanych.

1.Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?
2. W jakim województwie mieszkasz?
3. Do jakich fandomów należysz?
4. Co Cię przekonało do założenia bloga?
5. Jeśli zdarzają Ci się hejty, to jak sobie z nimi radzisz?
6. Jaki wpływ mają książki na Twoje życie?
7. Czy rozwijasz swój talent literacki np. poprzez pisanie książek?
8. Czy prowadzisz pamiętnik?
9. Czy zdarzyło Ci się kiedyś zwątpić w prowadzenie bloga?
10. Czy to Twój pierwszy blog? Jeśli nie to podaj linki do pozostałych.
11. Co starasz się przekazać innym w swoich opowiadaniach?
12. Może jakieś motto?
13. Jesienne wieczory-hmmm jak sobie z nimi radzisz?
14. Jaka muzyka trafia do Ciebie najbardziej?
15. Wymień utwory ze standardowej playlisty.
16. Możesz zwiedzić dowolne miejsce na świecie z jedną osobą, kto to będzie?
17. Najmniej (Twoim zdaniem) sztuczna gwiazda.
18. Czy pisanie sprawia Ci na tylę ogromną radość, by rezygnować z rzeczy materialnych?
19. Opisz siebie w trzech faktach/
20. Kto powołał Twoją pasję do pisania?
21. Jak ważni w Twoim życiu są Twoi przyjaciele?
A ja nominuję
Julkę
Meggi
Alexandrę


NIE WSTAWIAM SWOICH ODPOWIEDZI, PONIEWAŻ JA ROZPOCZYNAM WYZWANIE


(zostałam wylosowana ze spisu blogów)






czwartek, 16 października 2014

"Wszyscy jesteśmy potężniejsi niż nam się wydaję, ale skrywamy te cechy głęboko w sobie. A to niedobrze, pamiętajmy, że dla człowieka wielka głębokość jest przykładem klęski" Czyli rozdział 12

-No to możemy porozmawiać w spokoju.- powiedział Percy zadowolony.
-Ja ci dam w spokoju! Gdzie jesteśmy i dlaczego?- te pytania nie miały dużego znaczenia, co do ilości informacji, które byłyby w stanie o mnie przypłynąć.Po prostu były to pierwsze słowa obijające się o ściany mojej czaszki. Miejsce, w którym się znaleźliśmy było tak trochę zwykłe. Fragment osamotnionej plaży, która porastała roślinami. Wokół były tylko drzewa.
-Jak już zapewne zauważyłaś jesteśmy obecnie w ocenie. Może tylko do kolan, ale to zawsze coś. Poza tym muszę zamienić z tobą kilka słów.- wydukał jednym tchem. Następnie na jego twarzy pojawił się uśmiech. Zapewne czekał na moją odpowiedź. Jednak ja postanowiłam milczeć. A szczerze mówiąc zabrakło mi słów. Nie do końca wiedziałam, co odpowiedzieć.
-No więc- w końcu odezwałam się. Nie musiałam długo czekać na rozwinięcie rozmowy.
-Hmmm. Los Angeles może na Ciebie źle wpływać. Uważaj na osoby, które cię zdenerwują- od razu pomyślałam o licznych osobach z mojej klasy- możesz zrobić im wtedy krzywdę. Ucz się panowania nad sobą.- informacje jakich udzielił mi syn Posejdona mogą się okazać przydatne, a póki, co trzeba korzystać z oceanu.
-Wiem, że to bez sensu, ale proponuję wyścig. Kto pierwszy dopłynie tam- wskazałam palcem na duży statek wycieczkowy kierujący się dalej w horyzont- ok?
-Niech ci będzie! Jak nie będziesz dawała rady to krzycz!- wydarł się mój przyjaciel i pomknął przed siebie w zaskakującym tempie. Ja nie pozostałam dłużna. Moje umiejętności pływackie były zaskakujące. Nawet nie nie wiedziałam, że jestem w stanie utrzymać się na wodzie! Gdybym nie dała rady uratowałoby mnie to (albo i nie) samo, co sprawiło, że nie byłam mokra. Takie uczucie jak w filmie. Wychodzisz z morza czy oceanu i nie masz mokrych włosów! Po prostu magia. Ok. A co do słów Percy'ego to zdecydowanie nie wiem, co mam o tym sądzić. Należy uznać to za pouczenie, Heh
-No i co Jackson? Taki z Ciebie syn Posejdona jak ze mnie córka nadziei*.
-Dałem ci fory!- usłyszałam głos Percy'ego.
- Przecież wiem baranie!- tym razem wydarłam się ja. Wciąż dryfowaliśmy nieopodal statku wycieczkowego. Był naprawdę duży. Podejrzewam, że sam okręt posiada 4 piętra. Wszystkim, którzy wybrali się w ten rejs życzę miłej podróży! (XD)

Następnie wróciliśmy na plażę (tym razem, nie na tą opuszczoną). Kiedy już dreptaliśmy po piasku zdałam sobie sprawę o jednej rzeczy. Nie jestem mokra! Jak ja się wytłumaczę?! A tak serio, to zapomniałam, gdzie położyłam swoje rzeczy.
-Hmmm, długo tu zostajecie?- spytał Percy.
-Kilka dni. Mamy coś tam jeszcze zwiedzić i tak dalej.- odpowiedziałam przeglądając wzrokiem piaszczyty teren w poszukiwaniu niebieskiego ręcznika w morskie fale. Nagle jakaś siła dotknęła mojego ramienia.
-Buuu- wykrzyczała....Alexandra.
-Zabrałeś tu cały obóz, baranie?- wydarłam się na syna Posejdona.
-Nie skądże! Tylko ją, Ann i Rachel.
-Rachel?-spytała zdziwiona córka Hermesa- A tak w ogóle, proszę Layla- podała mi moje rzeczy- myślałam, że bierzemy tylko Ann.
-No wiem, ale gdybym ci powiedział o Rachel zabiłabyś mnie!- tłumaczył się Persiak.
-Teraz to zrobię!!!- w tym momencie Alexandra zaczęła gonić Percy'ego. Biegali tak do pewnego momentu.
-Stop!!!- podniosłam głos, najbardziej jak potrafię. Oni zdążyli spojrzeć na mnie, wtem świat zatrzymał się. W głowie słyszłam głosy "Jesteś potężniejsza niż myślisz. Uważaj na siebie".  Potem wszystko wróciło do normy. Jednak zdziwieni spojrzeli na mnie Al i Percy....
----------------------------------------

Co tak niepokojącego zauważyli Percy i Alexandra?
Dlaczego L.A ma źle wpływać na Laylę?
Którego boga córką może być Layla?
Dlaczego Layla świetnie pływa?
Czy Alexandra znienawidzi Percy'ego?
Jak na Laylę oraz Alexandrę wpłynie przybycie Rachel?

C.D.N
_____________________________________________________
Już jest nowy rozdział! Planuję bardzo wiele, co do postaci Alexandry, alleeee ciiiiii. I co tam u Was tygryski? Bo u mnie masakra! Nie ma słów, co do szkoły. Ale za to możliwe, że jako lekturę będziemy omawiać moją książkę, które opowiada dokładnie o tym samym, o czym czytacie Wy. Jednak będzie to bardziej rozwinięte i opisane. Myślę, że to tyle. Buziaczki, do napisania!

czwartek, 9 października 2014

"To bez sensu. Nie ma marzeń, bynajmniej nie mamy do nich prawa. Mamy prawo tylko do faktów, a może to nawet lepiej" Czyli rozdział 11

-Cześć- wykrzyczał jednocześnie cały tłum składający się z mojej klasy. Szczerze- to myślałam, że będę się cieszyć ze spotkania z nimi, a obecnie wolałabym zostać w obozie. W domku nr 6. Siedzieć na moim łóżku postawionym w ciemnym kącie.
-Hej- powiedziałam delikatnym głosem i dołączyłam do grupy. Wiedziałam, że ten dzień nie będzie najlepszym w moim życiu. Następnie cała grupa skierowała się w stronę lotniska. A, że od naszej szkoły był tylko kawałek postanowiliśmy iść piechotą.

-I właśnie dlatego dostałam list gratulacyjny związany z moim poziomem napisania testu.- ciągnęła Auroela (bardzo dziwne imię, które odziedziczyła, po swojej nieżyjącej już pra pra pra babce, imię królewskie, ponieważ jej rodzina jest szlachecką).
-Właśnie. Layla nie pisałaś tego egzaminu. Bez tego nie przejdziesz- powiedziała Didi (Dirote). Jej ton był tak arogancki, jakby próbowała oświadczyć, że cieszy się moim potknięciem. Następne rozmowy odbywające się w samolocie skupiały się na jednym "egzamin". Cała klasa włącznie z opiekunami gadała tylko, o tym.
-Layla, ten test, to najgorsza rzecz jaka przydarzyła się w moim życiu- powiedziała Isabelle. Miałąm ogromną ochotę powiedzieć jej, że w tym samym czasie walczyłam z minotaurami, ale jeszcze uznałaby mnie za jakąś wariatkę (w gruncie rzeczy jeszcze większą niż za tą, za którą mnie uważała). Wolałabym, aby samolot wylądował po 20 minutach, jednak zeszło mu trochę dłużej. Kiedy już byliśmy na lotnisku w LA byłam przepełniona radością oraz jednocześnie smutkiem. Taka aura, która sprawiała, że wszystko wydawało się inne.

Długi czas błąkaliśmy się uliczkami Los Angeles. Wreszcie wyczerpani skierowaliśmy się do hotelu. Kolejne 4 godziny były poświęcone na spacer po plaży, pływanie, surfowanie, opalanie się i całą masę innych rzeczy, które można robić na plaży. Oczywiście pierwszym, co zrobiłam okazało się wtargnięcie do wody. Gdy zanurzyłam się wystarczająco głęboko postanowiłam zanurkować. Nabrałem nieco powietrza i momentalnie znalazłam się pod powierzchnią wody. Jednak ani moja skóra, ani strój kąpielowy nie były mokre. Siedziałam około minuty, jednak byłam w stanie oddychać pod wodą. Nie rozumiałam tego zdarzenia, ale ogarnęłam ważną rzecz.

Nagle przede mną pojawił się Percy.
-Prawie zeszłam na zawał przez Ciebie imbecylu!- wydarłam się na niego pod wodą. On jedynie wskazał mi, abym za nim popłynęła poprzez gest ręki. Zrobiłam, co kazał. Za chwilę znaleźliśmy się w niezwykle płytkim miejscu. Następnie postanowiliśmy wyłonić się spod powierzchni cieczy.
-------------------------------------------------------
Haha. Ja kończę w takim beznadziejnym momencie. Heh. No to do napisania.

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 10 "Może i miło jest doświadczyć czegoś niespodziewanego, ale co czujemy, gdy to czego się spodziewaliśmy zostanie niedoświadczone?"

Kiedy już zaprowadziłam  syna Zeusa pod 1, postanowiłam, że pójdę na spacer. ZNOWU. Tym razem wybrałam się bardziej w stronę Wybrzeża. Osobiście uważałam, że obóz jest mniejszy. Chodząc po nim w sandałkach na koturnie doszłam do wniosku, że jednak jest wystarczająco duży by narobić sobie odcisków za cały rok. Mimo wszystko jest tu naprawdę pięknie. Tak inaczej. Nie ma codziennych problemów, no oprócz tego żeby nie zabić się na ściance wspinaczkowej z lawą. Ale jednak nie ma tu przyjaciół. Choć w sumie za niektórymi nie tęsknie. Podczas gdy dotarłam nad jezioro poczułam zapach mocnych damskich perfum. Nagle z mgły, która przed chwilą powstała wyłoniła się piękna kobieta. Przyodziana w różową sukienkę. Możliwe, że to projekt Vuitonn (jakkolwiek to się piszę). Suknia była naprawdę piękna, sięgała ziemi, ale jednak nie była brudna ani wilgotna. A ponieważ postać dostała się do obozu, nie miałam wątpliwości.
-Pani- uklękłam.
-Laylo, wstań- odrzekła Afrodyta- zabieram cię na małą przejażdżkę.
Wtem znikąd pojawił się cabriolet. Razem z boginią wsiadłyśmy do  auta. Samochód prowadził 20 letni chłopak przyodziany w garnitur.
-Wow!- powiedziałam. Szczerze mówiąc to jedyne słowa, które byłam w stanie wydusić z siebie. Niecodziennie bogini piękności zabiera cię na wycieczkę.
-Ok. Jedziemy na zakupy! Bo wydaję mi się, że w obozie posiadasz jeden zestaw ciuchów i jest yhm podarty..- powiedziała bogini. Resztę drogi przebyłyśmy bez specjalnej wymiany zdań. Nagle przede mną pojawiły się wieżowce charakterystyczne dla NY. Czyli dom. To niesamowite. Nagle samochód stanął przy jednym z budynków. Razem z boginią wysiadłyśmy z cabrioleta. Wtem pojazd zniknął w błysku zachodzącego słońca.
-No to mamy przed sobą całą noc- powiedziała Afrodyta, ciągnąc mnie za rękę w stronę jednego ze sklepów. Na wieszakach wisiało naprawdę wiele ślicznych eleganckich ciuchów. Po chwili moja ciocia (hmmm...) wręczyła mi do rąk jeden z zestawów. Udałam się do przebieralni. Po przymierzeniu pierwszych ubrań pojawiły się następne. I tak dalej w ponad 17 sklepach. Było to zdecydowany rekord zakupowy. (wszystkie kupione rzeczy pojawią się w zakłądce "DODATKI" od aut.)

W końcu nastał poranek. Co ze mną dalej? Obóz herosów? A może lepiej po prostu to skończyć?
-Ok, powiedz mi gdzie masz zbiórkę- zabrała głos bogini.
-Nie rozumiem?- odpowiedziałam.
-No na tą wycieczkę do LA.- powiedziałą z uśmiechem.
-.........................................- podałam adres.


-------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że przez tak długi czas nie było żadnego posta. Po prostu musiałam się zebrać do jakiejkolwiek roboty. A więc do napisania.




poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział hmm kolejny " Nie wszystko powinno posiadać sens. Gorzej jeśli go posiada, a my nie umiemy go dot=strzec. Gorzej kiedy go znamy, ale rozczarujemy się wagą jego znaczenia. Każdy może dużo, ale tylko wtedy kiedy dostrzega, że małe rzeczy są potężnymi"

-Ateno i.... po prostu Ateno, daj mi siłę, by wytrwać w nowościach- powiedziałam, wrzucając do ogniska część mojej sałatki. Ogólnie do czasu, kiedy trafiłam do obozu odżywiałam się zdrowo. Uwielbiałam sport. Coś czuję, że teraz może być moją zmorą. Usiadłam do stolika nr 6. Obecnie siedziało tam kilkoro obozowiczów. Wszyscy w typowo obozowych podkoszulkach. A co istotne pozostali mieli wygodne buty. Wszystko co wydarzyło się wczoraj i dziś było przyozdobione moimi sandałkami na koturnie. Koszulowa bluzka (już podarta) również nie była strzałem w 10. Szybko zjadłam swoją porcję i oddaliłam się w stronę coloseum. Usiadłam na trybunach i przypomniałam sobie o sztylecie Rachel. Wężowa rączka hmmm. Spryt, szybkość. Po chwili Zeszłam na dół. Na ziemi zauważyłam leżący nóż. Chwyciłam go, a następnie wycelowałam w jedno z drzew.
-Driady tego nie lubią!- wypowiedział jeden z obozowiczów. Był to wcześniej poznany syn Kronosa. Odwracając się dostrzegłam, że
złapał nóż w prawą rękę.
- Byłam zamyślona, więc po prostu rzuciłam- broniłam się.
-Nie tłumacz się. Jestem Jack.- odpowiedział i podał mi rękę.
-Layla, ale to już chyba wiesz- przywitałam się z nim.
-Słyszałem o tobie. Trzy minotaury, zero treningów. Zwykła logika..
-Ostry miecz- przerwałam mu.
-Dla ciebie nie ma różnicy, czy sztylet, czy miecz, czy ręka. Jesteś nieświadoma swojej potęgi. - opowiadał.
-Powiedz mi chociaż, którego boga dzieckiem jestem- zarządałam. Co jak, co, ale wszyscy mówią o mojej przyszłości, podczas, gdy niewiele wiem o przeszłości.
-Muszę lecieć, ale spróbuje ci pomóc- chłopak pożegnał się i odszedł. Nagle zawibrował mój telefon, o którego istnieniu nie pamiętałam. Dzwoniła Tili (rozpoznałam po dzwonku). Hmmm. Wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. W sumie aż dziwne, że jest tu jakiś zasięg.
-Halo?!- odebrałam.
-Cześć. Pamiętasz, że jutro mamy z klasą wycieczkę do Los Angeles?- spytała koleżanka.
-Hmm, a o której zbiórka?- (zapomniałam kompletnie o tej wycieczce!)
- O 7.00 rano przy naszej szkole hmmm, a jakbyś zapomniała to w Nowym Jorku. A tak w ogóle to dlaczego nie ma cię w szkole?- ciągnęła Tili.
-Bo dzwonisz do piekła, może Zbyszek mnie wypuści na wycieczkę. Wiesz, ciężka sprawa, jeszcze nie ogarnęłam niemieckiego, więc nie wiem, czy się dogadam- powiedziałam żartem.
-No ładnie.. dobra, pa.
-Bye.
W sumie fajnie byłoby pojechać na tą wycieczkę. Stąd do Nowego Jorku nie jest niesamowicie daleko, ale jak się wydostać.
-Cześć- wypowiedział ktoś z zaskoczenia.
-Hej- odpowiedziałam lekko odwrócona. Był to chłopak w moim wieku.
-Jestem nowy w obozie i nieuznany. Chejron powiedział, ze zaprowadzisz mnie do 11- powiedział lekko zdenerwowany. No tak, kiedy byłam na jego miejscu czułam się tak samo.
-Nie do 11. Do 1. Dostrzegam u ciebie błysk w oku. Delikatnie bojowy, a jednak ukazuje dumę. Syn Zeusa- opowiedziałam zdecydowna. W tym momencie nad chłopakiem pojawił się piorun (punkt dla Layli).
-A więc, gdzie jest 1?- spytał z uśmiechem na twarzy.
-------------------------------------------------------------------------------------------
TAAAADAAAMMMMM Jest nowy rozdział! Dedykowany Joaśce, Schodkowi, Julce Rudkiewicz, OLce mojej najukochańszej (tej z Leżajska) oraz mojej Julci z Gliwic.
Dziękuję akademii za oczekiwanie na pojawienie się tekstu. Mam nadzieję, że też życzycie Oli (tym razem z Załomia), aby wyzdrowiała. A jej eks (tak, ty dobrze wiesz, że mówie o tobie osobo urodzona w tym samym miesiącu co ja dnia 13) proszę o komentarz. (tak wiem, że zerwaliście ze sobą 4 sierpnia o godz. 21.09)

wtorek, 9 września 2014

Notka

Ponieważ powoli zaczyna się era charowania w szkole rozdziały będą coraz rzadziej. Możliwe, że będzie długi okres, w którym rozdziały nie będę w ogóle dodawane. Jednak mam nadzieję, że statystyka bloga podskoczy. Proszę o chociaż jeden komentarz pod tym postem. 2tedy wstawie nowy rozdział

środa, 3 września 2014

Rozdział 8 "Czas nie leczy ran, aon tylko przyzwyczaja cię do bólu. Strachu nie da się pozbyć, ale można się go bać"

Noc była spokojna, a ranek dość pogodny. Niewiele osób spało w 6. Głównie dlatego, że był dopiero czerwiec. Nie miałam ochoty na wspólne śniadanie z obozowiczami, więc poszłam ma spacer. Ubrałam się i wyszłam. Mijając Wielki dom i pola truskawek obrałam kierunek- las. Może niedługo będzie bitwa o sztandar? Może trzeba ogarnąć budowę lasu? Każdy pretekst jest dobry, aby wyrwać się z ciągu zdarzeń. Mam nadzieję, że uda mi się również opuścić kilka treningów.  Nie wiem dlaczego, ale poprostu nie mam ochoty. Ciekawe jak działa ta magiczna bariera. Z tego, co wiem (bo przeczytałam w książce) to nie przejdzie przez nią żaden potwór i żaden śmiertelnik, chyba że go się wpuści. Jeśli już rozważamy pytania, to czy w obozie jest Rachel? Czytając książke jej nie polubiłam, ale może osobiście wyda mi się bardziej przyjacielska. Szczerze mówiąc znam jeszcze niewiele osób z obozu. W sumie tylko Ann, Percy'ego, Alexandre, tego gościa od Kronosa i kilka osób z domku Ateny. Właśnie, jeśli chodzi o Alexandre to może ją odwiedzę! Podbiegłam do 11, by poszukać mojej koleżanki. Siedziała na łóżku. Otwierając lekko drzwi zauważyłam, że nie jest sama. Koło niej stała R.E.D. Rudowłosa krzyczała na Alex. Złapałam kilka słów z tej kłótni.
-Chejron wie? A tak w ogóle to jak możesz? To zwykła zdrada! Jesteś nielojalna wobec wszystkich herosów- wydarła się Rachel.
-Pfff. Herosów, no właśnie- odpowiedziała jej Alexandra. Kłótnia ciągneła się dalej, ale niestety nie usłyszałam nic więcej. W pewnym momencie rudowłosa wyciągnęła sztylet z wężem na rączce. Tego już za wiele pomyślałam i sięgnęłam po miecz. W ostatniej chwili zatrzymałam zamach Rachel. Alex poprostu nie była w stanie się otrząsnąć. R.E.D. spojrzała na mnie rozwścieczona. Próbowała ciąć mnie w brzuch. Była zbyt wolna na sztylet, więc bez problemu unikałam perfekcyjnie jej ciosów. Po chwili zdecydowałam się machnąć mieczem. Delikatnie ugodziłam ją w ramię. Miała to być przestroga, jednak Rachel nie dawała za wygraną. Odrzuciłam swój miecz na łóżko nieopodal Alexandry, a sama bez problemu wytrąciłam sztylet z rąk R.E.D.
-Nie waż się podnosić ręki na moich przyjaciół- krzyknęłam. Rudowłosa chwyciła z ziemi swoją broń i wybiegła z domku. Alex wciąż siedziała przygaszona. Postanowiłam z nią porozmawiać.
- Dlaczego ona chciała cię zabić?-zaczęłam.
-Nieistotne.- próbowała wymigać się dziewczyna.
- Rachel raczej bywa przyjazna. Skoro chciała zrobić ci krzywdę to miała poważny powód- zasugerowałam delikatnie.
-Usiądź. To będzie skomplikowana historia. -odpowiedziała. Zrobiłam jak kazała i przygotowałam się do wysłuchania, tego co powie Alex.
- Zauważyłaś ten tajemniczy błysk w moich oczach? To skutek dołączenia do Czarodziejek Hekate. Rachel, kiedy się dowiedziała była zdruzgotana. Wszystko przez przepowiednię, która jej dotyczy:
"20 lat żyć Ci dane,
Wyrecytujesz przepowiednie wielką,
Zginąć będziesz czarodziejki ręką."
A ponieważ już padły słowa przepowiedni zwanej Wielką. Zdenerwowała się, że to ja mogę odebrać jej życie. Innej czarodziejki nie zna.- opowiedziała. Dość skomplikowana, ale sensowna. Cóż, jednak do końca życia nie polubię Rachel.  Moje rozmyślenia przerwał dźwięk konchy informujący o porze obiadu.
------------------------------
I dowiedzieliście się więcej o bohaterach. Domyślacie się czyją córką może być Layla. Do wszystkich fanów Rachel: te zachowani rudowłosej to tylko mój wymysł!
Do napisania!

wtorek, 2 września 2014

Rozdział 7 "Niesamowite jest uczucie, kiedy robimy coś po raz pierwszy. Jednak towarzyszy nam strach. On niestety towarzyszy nam zawsze;

Gdy upadł na ziemię, chwyciłam jego róg i nagle znalazłam się w ciemnym lesie. Nad sobą widziałam korony wysokich drzew.  Klasyczny las. Tyle, że panował tu mrok. Próbowałam wyjść na jakąś łąkę, czy takie coś, ale kiedy posuwałam się, w którąś stronę zatracałam się w las jeszcze bardziej. W ręku cały czas miałam róg minotaura, którego pokonałam chwile temu. Drugi widniał w kieszeni. Wciąż nie mogłam uwierzyć, w to co zrobiłam. Dla niektórych byłaby to niesamowita szansa zmierzenia się z czymś takim. Jedni czekali cały pobyt w obozie na taką sytuacje. No, bo jak na to niepatrzeć teren Ośrodka Kształcenia Herosów jest chroniony magiczną barierą. W pewnym momencie dotarłam do maleńkiej polanki, całkowicie otoczonej lasem. Pośrodku znajdował się kamień. W niego wbity był miecz, który wyglądał zupełnie jak mój. Nagle literka widniejąca na nim zmieniła się na "H". Przede mną stanęła postać ubrana zupełnie na czarno, twarz zasłaniał kaptur. "Śmierć"- pomyślałam.
-Poniekąd. Jestem Hades, Pan Podziemia.- zabrał głos czło... Bóg (sorry, Panie).
-Dlaczego mnie tu wezwałeś? Zgaduje, że raczej minotaury nie weszły z powodu Hery (ile boskich bluźnierstw w jednym rozdziale XD- od. aut.).
-Jesteś bardzo bystra. Jednak oszukują cię, co do twojej przeszłości, jak i przyszłości. Odegrasz wiekszą role niż Herkules. Z pewnością większą niż się spodziewasz. A właśnie- tu przerwał sięgając do kieszeni- mam dla ciebie prezent.
Nagle podał mi wsuwkę bardzo podobną do tej, którą miałam we włosach. Ta jednak była czarna. Kiedy wzięłam ją do ręki poczułam przypływ mocy i sił.
-Jestem tu zbyt długo- zaczą ponownie- zwijam się. Do zobaczenia (tu namyślił się chwile) niekoniecznie w jednej sytuacji. Pamiętaj, by nie bać się ciemności!!
Niespodziewanie wszystko rozpłynęło się w powietrzu, sam bóg również. Wciąż nie do końca byłam w stanie ochłonąć po dzisiejszych wydarzeniach. Dziwne było przede wszystkim to, że Hades był miły...
Ponieważ był już wieczór postanowiłam wracać do domków. Zapewne herosi powrócili już do w pełni żywych. Z wzgórza prosta droga do 6 heh. Pobiegłam do domku 11. Wszyscy, których spotkałam po drodze pytali się mnie o to, co się stało, itd. Standardowe pytania, kiedy się uratowało obóz hihi. Wzięłam swoje rzeczy (które po 20 minutach przebywania w obozie magicznie się tam znalazły) i zaniosłam do domku Ateny. W 6 wiele osób mnie witało i pytało, o to jak się czuję w obozie.
-----------------------------------
Hej! Jak tam w szkole? Nowy rozdział jutro lub w czwartek. W sumie to tyle. Bye
Pozdro dla Cherry Różowa i Joasia Zielińska oraz oczywiście Alexandra Christine.

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 6 "Pozornie miło jest znać, niektóre fakty. Niestety gorzej, gdy zmieniają one zbyt wiele. Bywa, że niszczą całe nasze życie. A porównywalne bywają do epilogu w książce. Los nie powinien być przeważony, powinien czekać na to, jak go napiszemy"

Historia, którą opowiedział mi Chejron była wręcz nieprawdopodobna. Zastanawiam się kim jest ta dziewczynka?! To niesamowite, co zrobiła. Z przemyśleń wyrwał mnie głos Annabeth:
-Chejronie, a w związku z historią, którą opowiedziałeś- ciągnęła.
-Ona już wie wiele jak na dzisiejszy dzień- odpowiedział spoglądając na mnie z troską. Nagle do Wielkiego Domu weszła dziewczyna mniej więcej w moim wieku. Miała blond włosy mniej więcej do pasa, zielone oczy i tajemnicze spojrzenie.
-Jeśli jej nie powiesz może nie dożyć jutra!-krzyknęła.
-Nie mów mi, że...- wydukał centaur, zastanawiając się nad tym co ma zrobić.
-Ktoś wezwał trzy minotaury. Niestety są obdarzone nieco boską mocą. Są w stanie przekroczyć granice.
-Wezwij wszystkich z domków Apolla, Hefajstosa i Ateny. Niech czekają przy granicy, pozostali niech zbiorą się przy koloseum i strzegą wnętrza Obozu.- powiedział Chejron.
-Pozostali Obozowicze.. hmm, jak to ująć? Zastygli.- odpowiedziała dziewczyna.
-Niedobrze.-Chejron spojrzał momentalnie na Percy'ego i Ann, niestety oni stali w bezruchu. Obozowiczka znów zabrała głos:
-A tak w ogóle to jestem Alexandra. Córka Hermesa- zwróciła się do mnie. Gdy przekazała te informacje również zastygła. Chejron, zanim się "zamroził" rzekł:
Jesteś tym dzieckiem z historii. Córką Ateny. Od wielu lat nazywają cię "Księżniczką Waleczności".

Nie do końca wiedziałam, co zrobić, kiedy usłyszałam te słowa. Po chwili jednak przypomniałam sobie o minotaurach i o tym, że pewnie są już przy granicach obozu. Pobiegłam do 11 (chwilowo tam mieszkałam, wiadomo- nieuznana) i chwyciłam swój miecz. Ruszyłam w stronę sosny Thalii. Potwory już tam były. W myślach powtarzałam sobie: "Nie możesz stchórzyć, nie teraz. Wszyscy na ciebie liczą. Pomyśl,o tym co zrobiłaś przed laty. Dziś też jesteś w stanie to zrobić" Momentalnie przypomniałam sobie wszystkich bohaterów z moich ulubionych książek. "Dziś jestem jak oni". Podbiegłam jeszcze szybciej do pierwszego stwora. Najpierw cięłam w nogę. Dekoncentrowało go to odrobinkę. Zdenerwował się jeszcze mocniej. Próbował uderzyć mnie ręką, ale ja przeturlałam się pod nim. Kiedy się odwrócił nawet nie zauważył, że ma za sobą drzewo. Wpadł na nie i je przewrócił. A ono zaś uderzyło drugiego minotaura, który dopiero biegł w moim kierunku.
-Brzydoto! Założę się, że biegasz wolniej ode mnie!- wydarłam się do niego. Chwyciłam nogi za pas. Potwór biegł tuż za mną. Po mimo to, nie był w stanie mnie dogonić. Nawet nie wiedziałam, że umiem tak szybko biegać. Widziałam tylko swój cień. Po chwili wpadłam na pomysł. Skierowałam się nad rzeczkę. Biegłam wprost do niej, przypominając sobie mitologię. Kiedy od wody dzielił mnie metr odskoczyłam w bok. Stwór wpadł do wody. Następnie wykonałam salto w powietrzu przewracając do strumyka latarnie, która stała nieopodal. Kiedy wylądowała w wodzie minotaura poraził prąd. Pozostało mi tylko odciąć mu głowę. Tak też zrobiłam. Z potwora oprócz pyłu został jeden róg. Jeszcze dwa pomyślałam. I wróciłam na Wzgórze.

Ten, który dostał drzewem leżał wciąż nieprzytomny. Ugodziłam go mieczem z "L" prosto w serce. Rozpłynął się w powietrzu pozostawiając jedynie pył. Jeszcze tylko jeden. Kiedy go zobaczyłam stwierdziłam, iż był większy od pozostałych. Wyglądał po prostu dostojniej. Miał zdecydowanie więcej broni. Wiedziałam, ze ma przewagę, dlatego zaproponowałam:
-Bez broni, żadnej- kiwnął głową na tak. Odłożyłam miecz, sprawdzając czy mam we włosach wsuwkę, którą miałam po prostu od zawsze. Była zdobiona kwiatkiem w kolorze złoto-srebrnym i za każdym razem, kiedy jej dotykałam jakby czułam się lepiej, a rany goiły się szybciej. Zaatakowałam pierwsza. Wiedziała, ze to jak boks. Minotaur, duży i silny, a ja mała i delikatna, pozornie. Próbował mnie uderzyć, ale ja byłam szybsza. W końcu dostałam w nogi. Przewróciłam się, ale gdy dotknęłam spinki, od razu poczułam się lepiej. Wspięłam się na potwora, gdy szukał mnie wśród drzew i uderzyłam łokciem najmocniej jak potrafię w kark. Gdy upadł na ziemię chwyciłam jego róg i........

-----------------------------------------------------------------
Witam serdecznie! Rozdział pisany przy wielu piosenkach i przy robieniu planu lekcji. Swoją drogą mam tragedię w szkole. https://www.youtube.com/watch?v=YR5ApYxkU-U <------------------- piosenka, która mnie inspirowała. Następny rozdział być może w środę lub jutro! Do napisania!
P.S. Dziękuję serdecznie za miłe komentarze!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 5 " Czasem coś skomplikowanego może być najbardziej prawdziwym. Jednak nieprzewidywalność jest piękna."

Blisko trzy tysiące lat temu na jednej z wysp władały dwie siostry.
Jedna rozsądna i stanowcza. Druga zaś roztargniona i naiwna. Jednak bywa, iż pozory mylą. Starsza siostra zakochała się w jednym z Bogów. On odwzajemniał jej uczucia jednak nie podobało się to ludowi. Mimo, że początkowo wiedziała o tym zaledwie garstka, informacje sięgnęły niezwykle głęboko. A skoro jedna z sióstr zakochała się, gdyby druga znalazła wybranka rządy objąłby jeden z uczonych, który wsłużyłby się dla kraju. Hmmm, dziwne te niektóre prawa. Jednak ta pozornie rozsądniejsza siostra spodziewała się dziecka. Obie podjęły decyzje, by poprostu abdykować. Mogły wybrać następce tronu.  Wspólnie zdecydowały, iż rządy obejmie doradca. Pozostali kandydaci byli zdruzgotani. Jeden z nich w ramach zemsty popłynąwszy na Wyspę Syren porwał jedną z nich i zarządał by wysłała siostry wgłąb morza. Minęło kilka miesięcy. Urodziła się dziewczynka. Wtedy podstępny uczony postanowił uderzyć. Syrena, zmuszona do swych czynów, podczas nocy w pokoju sióstr rzuciła urok. Mocą sprawiła by siostry i niemowlę znalazły się w morzu. Opadały na dno, gdy dziewczynka oprzytomniała. Ponieważ była półbogiem wykorzystała całą swoją moc, by zamknąć dusze matki, ciotki oraz swoją w jednej z muszli.
Niemowlę konało, to było zdecydowanie zbyt dużo siły jak na taką osóbkę. W tym czasie bogowie zlitowali się nad nią. Każdy podarował jej jakiś dar. Otrzymała iskierkę. To wszystko zmieszane z jej silną mocą sprawiło, że nie tylko dusze zamnknęły się w muszli,  rozrzuciło je do kilku wymiarów. Matka dziewczynki wylądowała w głowie Zeusa, zaś ciotka wyłoniła się z morskiej piany. Dziecko wylądowało we współczesności.
----------------------
Dziękuje za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem. Szkoda, że już jutro do szkoły. Wiem, iż rozdział nietypowy, ale w następnym wszystko się wyjaśni.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 4 "Los szykuje dla nas kręte korytarze podobne w pewien sposób do labiryntu. Chcesz przejść, a ściany, porównywalne do przeciwności migają przed oczami. Chcesz wyjść, ale wiesz, że tam minął spory kawałek, który zmienił wszystko.

Nie specjalnie rozumiałam co powiedział ten heros. Miał brązowe włosy, niebiesko-zielone oczy z żółtymi plamkami. Przyodziany był w obozowy podkoszulek i spodnie w kolorze khaki. Wygłądał na uprzejmego, aczkolwiek pewnego siebie. Percy słysząc słowa wypowiadziane z jego ust nie był pewien co ma powiedzieć. Wreszcie spojrzał na mnie, jakby ostatecznie rozważając wszystkie warianty. Jednak po chwili zabrał głos:
-Nie rozumiem...- wydukał tylko to.
- Zamierzasz czekać aż nad jej głową pojawi się....- powiedział chłopak, który pojawił się znikąd.
-Cisza-tym razem zaczęła Annabeth- niewiedza nie jest groźna. Już prędzej przysłania logikę samej sytuacji.

Po chwilu odszedł od nas ten chłopak.
-Syn Kronosa, pretensjonalnie szczery, nachalny, zamknięty w sobie mądry i sprytny- rzekł Percy.
Ta sytuacja sprawiła, że nabrałam wielu wątpliwości. Skoro jestem herosem muszę być córką jakiegoś boga, bogini lub tytana. Mogę być potomkiem Pana Czasu lub Zeusa. Ale lepiej nie robić sobie nadziei, ponieważ równie dobrze mogę być córką Afrodyty, czy Demeter (o wybaczcie Boginie moją zniewagę). Ann i Percy prowadzili mnie do. Wielkiego Domu...

-----------------
Rozdział dedykowany Joasi i Julce W. oraz Oli K.   Hehe, do nexta

wtorek, 1 lipca 2014

"Nieoczekiwanego można się spodziewać. Gorzej jeśli znasz swoje przeznaczenie, bowiem wiesz, że tego losu nie da się zmienić" Rozdział 3

Ważna notka pod rozdziałem.

Miałam jeszcze kilka powodów do zdumienia. Po chwili łuk stał się bardzo lekki, a ja wystrzeliłam kilka strzał. Wszystkie trafiły w sam środek. Percy i Ann byli wyraźnie zaskoczeni zaistniałą sytuacją. chwycili mnie za rękę i pociągnęli kawałek na przód.
-Jeśli uda ci się go pokonać, hmmm pomyślmy.-mówił syn Posejdona przeciągając i zastanawiając się-O! Mam! Sprzątam za Ciebie łazienkę do pierwszej misji!
Annabeth wyraźnie się wzdrygnęła, ale przytaknęła przyjacielowi. Wręczyli mi miecz, na którego rączce widniała literka "L". Ciekawe czy przypadek?! Na widok przedmiotu można było tylko powiedzieć "WOW". Rozmiar i wykonanie. Gdy chwyciłam go, spostrzegłam, iż jest idealnie wyważony dla mojej ręki.

Po chwili zrozumiałam co oznaczało, a raczej kogo zwrot "go" w wypowiedzi Percy'ego. Przede mną stanął ogromny chłopak, miał z jakieś 16 lat, ale jego postura o tym nie świadczyła. O 16 podpowiedziała moja intuicja. Niby był rok młodszy ode mnie, lecz na jego widok obleciał mnie strach. Gdy zauważyłam, że kieruje w moim kierunku swój miecz, szybko oprzytomniałam i chwyciłam swój. Już za pierwszym uderzeniem chłopak zdołał mnie wywrócić. Kiedy wstałam spostrzegłam, że za jednym z drzew widać mrok. Wpadłam na genialny pomysł. Schyliłam się (jednocześnie unikając ciosu) i wzięłam do rąk garść piasku. Dotykając ziemi poczułam przypływ gniewu i rozpaczy, a co dziwniejsze czas jakby spowolnił. Piasek rzuciłam przeciwnikowi w kierunku oczu, więc był zdezorientowany  na dosłownie minutkę. W tym czasie cięłam jego już postrzępione (owszem, za moją sprawą) ubranie. Nagle wpadł mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Chłopak nosił pasek do swoich spodni. Obkręciłam się wokół niego i wyciągnęłam przedmiot. Gdy odzyskał czujność machnęłam mieczem dla zmyłki i obwiązałam pasek wokół przeciwnika, a on upadł na ziemię i zabrałam mu miecz.
- No, no Percy. Chyba lubisz sprzątać za kogoś kible. Masz problem, bo będziesz sprzątał w dwóch domkach...-usłyszałam ukratkiem.
------
Przepraszam za nieobecność. Ale oto jest nowy rozdział! Pracuję również nad kilkoma one-shotami. A więc do napisania.

wtorek, 3 czerwca 2014

Noteczka

Dodałąm nowy rozdział. Dedykowany był moim Olką. Córce Posejdona i Córce Ateny (tak Christine) no i Julce Walczak, która nie zdradziła mi jak nazywa się jej boski rodzic. Zauważyliście pewnie piosenki. W ramach wszelkich pytań proponuję komentarze.

”To najmniej realny sen, jaki odczułam. Co gorsza nie będący fikcją…chyba?!” Czyli rozdział 2




Ciemność. Jasność (istnieje taki wyraz?). Leżę w bardzo dziwnym pomieszczeniu. Takie, takie, nom jasno było, zbyt biało. Nagle po mojej prawej stronie pojawiła się postać, Annabeth (czytanie książek mocno odbija mi się na psychice). Za dużo książek, filmów, muzyki. Za chwilę koło niej spostrzegłam Percy’ego. Mam najbardziej rąbnięty sen wszechświata.
-Gdzie ja jestem? I czemu tak tu biało?- wymamrotałam z wielką trudnością. Wciąż nie wiem co się stało? Jak się tu znalazłam? Zbyt wiele pytań, za mało odpowiedzi, a niebieski moim ulubionym kolorem. Co? Serio? Coś czuję, że dostałam mocno w głowę.
-Jesteś w Obozie Herosów.-powiedziała Ann, po czym zwróciła się do Percy’ego- mówiłam, że powinniśmy zmienić wystrój.
-Ok. Faktycznie dodałabym chociaż dodatki dębowego koloru i namalowała kilka pasków w kolorze „Zamka z piasku”. Ale jeśli chodzi o obóz to tak poza paranoją?- spytałam bez namysłu, wypowiadając te słowa, jak najszybciej.
-Heh, bardzo błyskotliwy żart. Z pewnością godny córki Ateny?- powiedziała Annabeth.
-Ohhhh. Zapomniałam. „Maybe it’s a dream, but always…- mówiłam, do czasu kiedy dziewczyna weszła mi w zdanie:
-Use it its course”*- powiedziała z uśmiechem. Po chwili Percy zwrócił się do mnie:
-Wow. Jesteś jedynym herosem, którego polubiła od razu- wydukał spoglądając na Ann, aby czasem nie próbowała go zamordować wzrokiem…chyba?!
-Ok, to najpierw sprawdzimy, co umiesz- powiedziała dziewczyna wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Persiakiem (tak go nazywałam czytając książkę). Już się boję.
-Ale ja nigdy nie brałam udziału w prawdziwym treningu- próbowałam się wybronić, używając i innych argumentów. Niestety żaden nie podziałał, Ann złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. Chyba widoku wzgórza, ani niczego innego nie muszę wam opisywać. To było niesamowite. Całe zobrazowanie książki wujka Rick’a. Marzenie spełnione, choć w pewnym procencie. Wtargnęłyśmy za jeden z budynków, gdzie spostrzegłam wiele tarcz. Percy podał mi ogromny łuk. Byłam zdumiona, że go uniosłam, ale miałam jeszcze kilka innych powodów do zdumienia.

wtorek, 27 maja 2014

”Czemu mam udawać, że wszystko jest w porządku, skoro nie jest, a ja jestem po prostu wrakiem człowieka zapatrzonego tylko w ulubione książki?” Czyli Rozdział 1




            Stwierdzenie „dzień, jak co dzień” nie byłoby fajne w użyciu-po raz kolejny. Pomijając fakt, że wszyscy uważają mnie za z lekka (albo i bardzo) dziwną. Nie lubię tego, jakże cukierkowego świata, nie kręci mnie różowa barwa. Wszystko, co ciemne ma swoje dno. Uwielbiam w sobie tę oryginalność. Kogo ja oszukuje? Nienawidzę takich dni jak ten. Wstać i wykonać szybko swoje obowiązki? Najgorszy jest pozostały czas, przeznaczony często na myślenie „komu jestem potrzebna”? W takich chwilach cieszy mnie, że istnieje literatura. Bardzo często bywa, iż utożsamiam się z licznymi bohaterami książek. A jeśli przechodzimy do takich tematów mam chyba do zrobienia zadania domowego z polskiego. Napisać dokładne miejsce urodzenia. Po choler… po licho nauczycielom takie informacje. NIENAWIDZĘ organizacji typu: szkoły. I tak wszystko, co było wiedziałam. NIC cała podstawówka i kawałek gimnazjum to czyste umiejętności, które miałam niewiadomo skąd. Rozmyślając sięgnęłam do jednej z szafek w dużej komodzie z drewna sosnowego (tak Julka, też cię koffam od. Aut.). Przeglądając kartki natknęłam się na jedną napisaną…greką (hello moi rodzice nie znają innych języków oprócz ojczystego i rosyjskiego, ale spoko).
”Przepraszam, ale nie wszystko wydaję się być skomplikowanym, co jest proste. A prostota jest rzeczą względną, jak dla mnie, nie istnieje”
Napisane było. Nie, nie znam greki, ale przeczytałam tekst. Jak bardzo wydaje mi się, ze śnię w skali od 1 do 10? 15, zdecydowanie mój numer z dziennika haha. Jak JA odczytałam grekę? Nosz jak? Jeśli znam grekę niech dostanę piorunem Zeusa (wiem, za dużo PJ i BO). Nie rozumiem tego tekstu filozoficznie, ale chyba jest od…mojej biologicznej matki?! Chyba zaraz zemdleję. Czyli jednak? Otóż praktycznie nigdy nie uważałam się za córkę tej dwójki. Ale żeby praktycznie tak precyzyjnie? Wyjrzałam przez okno i postanowiłam wyjść na dwór. Na zewnątrz padał deszcz i panowała burza. Zostałam sama, tak jak czułam się zawsze. W takiej sytuacji pozostaje tylko żyletka. Nie mam nic do stracenia. Ale najpierw muszę zrobić coś głupiego. Wyszłam z domu i stanęłam na środku podwórza. Jak miło jest poczuć spadające krople wody. Po raz ostatni. Może wydawać się to dziwnym, ale doprawdy jest miłe. Nagle urwał mi się obraz. Panowała ciemność.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Dedykuje ten rozdział Cherry Marano, prędzej znanej mi jako Julka Lynch. Kochana, to dzięi Tobie dodałam tak szybko ten rozdział. Informuje też, że chwilowo narratorem i najgłówniejszą bohaterką jest Layla, o której w następnych rozdziałach dowiecie się sporo. POZDRO dla mojego PERCABETHCIĄTKA.

środa, 7 maja 2014

Przywitanie

Cześć! W sumie to tyle. Część rzeczy jest już zrobiona, piszę opowiadanie. Mam nadzieję, żę w maju pierwszy rozdział ;-)